Kolejny rozdział. Następny za dwa tygodnie (jeśli pójdzie dobrze, może wcześniej).
***
Budzik zadzwonił zdecydowanie zbyt wcześnie jak na gust Hermiony. Wściekła uderzyła go pięścią w sam środek i przypłaciła to bólem ręki oraz jednym takim zegarkiem mniej. Gdyby nie to, że Harry znał ją aż za dobrze i nie wcisnął jej na siłę drugiego takiego samego budzika, nie miałaby już niczego, co mogłoby zmusić jej umysł do opuszczenia świata snów. Kobieta wprost nienawidziła porannego wstawania, kiedy wiedziała, że poranek ma przynieść kolejne złe zdarzenia i kolejne ważne zadania do wykonania. Zawsze była wtedy wściekła, niegrzeczna dla wszystkich, których spotkała i zawsze mściła się na biednym budziku, jeżeli był w zasięgu jej pięści.
Przeszła przez niewielką stołówkę niczym burza. Dotarła do stolika, przy którym siedział już George i Malfoy. Zlustrowała ich uważnym spojrzeniem. Malfoy wstał i szarmancko odsunął jej krzesło. Kiedy przyjęła gest i w milczeniu usiadła, uśmiechnął się szelmowsko. Flue skomentował to lodowatym prychnięciem.
- Czyżby panna Granger nie w humorze? – spytał słodkim głosem arystokrata.
- Nie. Denerwuj. Mnie. Malfoy. – Jej głos brzmiał głucho. Na tyle inaczej niż zwykle, że nawet on postanowił nie drażnić kobiety. George dobrze znał ten nastrój u swojej partnerki. Była wtedy wyjątkowo drażliwa i nieprzyjemna, ale równocześnie jej zmysły działały bez zarzutu. Dostrzegała rzeczy, których normalnie każdy by przeoczył i wysuwała niecodzienne wnioski. Kompletnie zatracała się w swoim świecie, gdzie koncentrowała się jedynie na aktualnej sprawie, która ją dręczyła. A morderstwa na dzieciach dręczyły ją wyjątkowo uporczywie.
- Możesz mi podać jeden powód, dla którego nie spotkaliśmy się wczoraj z tutejszą policją? – spytała wreszcie, kiedy skończyła smarować bułkę masłem. Zajęła się dalszym jej komponowaniem, czekając na odpowiedź Malfoya.
- Nie wydawało mi się to na tyle istotne – odpowiedział spokojnie. – Zmieniłem więc plany.
- Nieistotne – wysyczała Granger. – Zmieniłeś plany.
- Właśnie tak.
- Co ty sobie, do cholery, wyobrażasz?! Myślisz, że skoro Jerry przydzielił cię do pracy w MOIM zespole, będziesz teraz rządził i robił, co chciał?! Jeśli tak, to grubo się mylisz.
- Rozumiem twój wybuch, Granger, ale nie wiem, czy wzięłaś to pod uwagę...
- Niby co? – warknęła.
- Owszem, nie zaprowadziłem was wczoraj do Crock’a, ale nie protestowałaś. Nie przypomniałaś mi o tym spotkaniu. Spokojnie wróciliśmy do hotelu, a ty zaszyłaś się w swoim pokoju i bóg jeden wie, co w nim robiłaś.
- Pracowałam.
- Oczywiście. Chyba nad sposobami efektywnej masturbacji, skoro wypadło ci z głowy coś takiego – spokojnie stwierdził Malfoy, przegryzając rogalika. Hermiona zrobiła się najpierw czerwona, a zaraz potem blada ze złości. Zamarła, wpatrzona w arystokratę, spokojnie spożywającego śniadanie. George skurczył się na swoim krześle, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Jego partnerka nie była po prostu zła. Śmiertelnie wściekła wydawała się być w stanie, w którym własnoręczne rozszarpanie kogokolwiek na kawałki bez użycia jakiejkolwiek magii było dla niej pestką.
- Malfoy, ty zimny skurwysynie – wysyczała przez zęby. – Nie waż się do mnie odzywać bez potrzeby, bo zabiję. Ostrzegam, rozerwę cię, do cholery!
- Z przyjemnością, panno Granger.
Nawet nie pozwoliła im zjeść w spokoju. Nabuzowana i wściekła kazała obojgu ruszyć tyłki i w minutę zjawić się przy wyjściu. George posłuchał z wściekłym zadowoleniem na twarzy, a Malfoy zareagował zimnym spokojem. Wydawał się kompletnie nie przejmować nienawiścią, jaka rozkwitła w kobiecie w stosunku do niego. Może nawet był nieco zadowolony z takiego biegu wydarzeń. Mimo wszystko, George obiecał sobie mieć tego skurczybyka na oku. Tak na wszelki wypadek.
Spotkali się z Crock’iem w tej samej restauracji, co z Malfoyem poprzedniego dnia. Mężczyzna wyglądał na zmęczonego. Na jego niegdyś przystojnej twarzy widniały teraz głębokie zmarszczki i ślady po nieprzespanych nocach. Świeżo nabyte cienie i worki pod oczami tylko pogłębiły w Hermionie wściekłość. Powinna się z nim zobaczyć wczoraj. Powinna już dawno opracowywać plan.
- Witam, panno Granger – przywitał się mężczyzna, wyciągając do niej dłoń. Jego uścisk był mocny i pewny, kompletnie nie pasując do niezbyt imponującej budowy ciała policjanta.
- Nazywam się Sebastian Crock. Miło mi.
- Mnie również – Uśmiechnęła się lekko. Na palcu serdecznym lewej dłoni zauważyła obrączkę. Crock powędrował za jej spojrzeniem.
- Ma na imię Elizabeth – powiedział cicho. – Cierpi na raka płuc.
- Przykro mi. – Nie kłamała. Niewiele jej trzeba było aby współczuła innym. To nigdy się w niej nie zmieni. Bezkompromisowo Hermiona Granger była dobrą, wrażliwą kobietą.
- Doceniam to. Mam nadzieję, że się z tego wyliże. Mały John nie powinien zostawać sam.
- To...?
- Syn. Niedługo skończy jedenaście lat.
- O mój boże... – szepnął George, stojąc u boku Hermiony. Teraz dopiero zrozumieli udręczony wzrok policjanta. Może i nie był czarodziejem, ale nie był też idiotą. Doskonale zdawał sobie sprawę, że w dniu kiedy jego dziecko skończy ten magiczny wiek, stanie się potencjalną ofiarą dla zabójcy. Crock nie wiedział, że jego syn nie zginie będąc zwykłym Mugolem. Wystarczył mu jedynie jego wiek, aby być śmiertelnie przerażonym.
- Zabierzmy się do roboty – mruknął Malfoy, przeszywając policjanta spojrzeniem. Hermionie nie spodobał się ten wzrok. Poczuła ogromną chęć aby spytać kim będzie kolejna ofiara zabójcy.
Granger nie musiała się zbytnio wysilać. Kiedy tylko wysiadła z samochodu, poczuła zapach magii. Z każdą chwilą, zbliżając się do miejsca zbrodni, czuła go jeszcze mocniej. Nie miała wątpliwości. Cokolwiek tu zaszło, była to sprawka czarodzieja.
- Ciało znaleźliśmy tam – powiedział policjant, wskazując im sam środek niewielkiej polanki. Hermionie zjeżyły się włosy na karku kiedy podeszła bliżej. Zakrwawiona trawa wcale nie była powodem. To ból i strach, który pozostawił w tym miejscu swoje piętno.
- Czy moglibyśmy nieco tu powęszyć? – spytał George.
- Oczywiście. Rozgośćcie się – mruknął Crock gorzko. - Będę na was czekał w samochodzie.
- Jasne – zgodziła się Hermiona i poczekała aż mężczyzna się oddali. – Co o tym sądzicie?
- Cóż. Na pewno była to robota czarodzieja – zaczął powoli George. Malfoy prychnął po czym zaśmiał się kpiąco.
- To jest raczej oczywiste. Oczywiste jest też, że to sprawka Smierciożercy.
- Zgadzam się – mruknęła Granger, wskazując palcem na ledwo widoczny znak Voldemorta widniejący na drzewie. Mroczna czaszka, przez którą przechodzi wąż. Tego nie da się pomylić z niczym innym. George uśmiechnął się krzywo.
- Urocze – powiedział. – Nie ma to jak rycie w drzewie...
- Cóż. Najwidoczniej nie uznał za słuszne wypuszczać znaku tak wysoko w chmury.
- Moim zdaniem, Granger, on po prostu tego nie potrafi.
- To znaczy?
- To znaczy, że nigdy nie służył Voldemortowi. Nikt nie nauczył go jak to robić.
- A ty to potrafisz, Malfoy? – spytał chłodno George. Chwilę zajęło zanim arystokrata zdecydował się odpowiedzieć.
- Owszem. Potrafię – wycedził. W jego głosie było słychać taką gorycz i takie zimno, że nawet Hermiona zadrżała. Uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- Spokojnie – rzekła łagodnie. – No dobra. Co jeszcze tutaj mamy?
- Ślad. – George pokazał jej kawałek włosa, który przed chwilą znalazł. Zabezpieczył go magiczną osłoną i podał partnerce. Hermiona uśmiechnęła się szeroko.
- Być może odnalezienie go nie będzie wymagało ofiary.
Kiedy wrócili do auta, humor Hermiony był nieco lepszy. Mądry czarodziej po zabójstwie nie zostawia żadnych śladów. Ani jednego kawałka siebie, bo dzięki najmniejszemu włosowi można o nim bardzo wiele powiedzieć. Granger miała nadzieję zbadać próbkę, gdy tylko wróci do hotelu i ustalić, gdzie ostatnio przebywał właściciel włosa, ile miał lat, jaki był ostatni czar, którego użył i skąd pochodził. Była szczęśliwa. Może naprawdę nie będzie trzeba ofiary aby schwytać mordercę?
- Jesteśmy na miejscu – oznajmił Crock. Zabrał ich do całkiem sporego prosektorium, gdzie zaproponował olejki zatrzymujące zapach i torebki. Nie była to obraza. To, że wielu policjantów nie wytrzymywało odoru śmierci wcale nie było nowością. A zawsze lepiej zaproponować pomoc niż o nią poprosić. Wszyscy odmówili. Hermiona jeszcze w hotelu użyła specjalnego czaru, który miał ją ochronić od odruchu wymiotnego. George prawdopodobnie osłonił się nawet przed zapachem, a Malfoy... Malfoy na pewno nie skorzystał z żadnego czaru. Był przyzwyczajony do tego typu zapachów odkąd skończył siedem lat. Hermiona była tego pewna.
- Zapraszam do mojego królestwa – mruknął wysoki, chuderlawy mężczyzna, gdy tylko przekroczyli białe drzwi. Na nosie miał staromodne okulary, a na niezbyt ładnej twarzy uśmiech. Dlaczego ludzie zajmujący się śmiercią zawsze byli tacy... Pogodni?
- Cześć, Sam. Pokaż naszym przyjaciołom dzieło mordercy.
- Ależ proszę. – Mężczyzna zaprosił ich gestem do stołu sekcyjnego. Hermiona wzdrygnęła się, widząc ciało dziewczynki. Delikatna buzia musiała być kiedyś ładna, ale teraz oszpecały ją siniaki i rany. Całe ciało tak wyglądało. Małe ranki umieszczone co centymetr. Głębokie i niebezpiecznie bolesne. Granger dokładnie wiedziała, że tak właśnie wyglądają ślady po Cruciatiusie. Zachowała kamienny wyraz twarzy, ale spojrzenie Malfoya nie równało się z niczym. Kompletna obojętność, która z niego wyzierała byłą przerażająca.
- Czy odkryłeś jeszcze coś prócz tych ran? – spytała, wytrącona z równowagi reakcją, a raczej jej brakiem, Malfoya.
- Tak. – Kiedy odsunął się aby pokazać jej obrażenia, poczuła, że jej słabo.
***
Mam nadzieję, że się podobało :)
Pokornie proszę o komentarze.
Karmelowa
JEŚLI CHCESZ BYĆ POWIADAMIANY O NOWYCH NOTKACH, DODAJ SWÓJ MEIL DO LISTY MELINGOWEJ W MENU!!!